Duży chłopak!

Lilypie Third Birthday tickers

Thursday, 17 September 2015

Miska.

Dżunior doszedł zdaje się do wyczekiwanego wielce etapu powtarzania słów. Jeszcze nieczęsto, ale ruszyło. Czasem coś tam prosiłam żeby powtórzył, ale od długiego czasu jedyną odpowiedzią było "No!". Teraz coraz częściej słyszę próbę powtórzenia. Zauważyłam że młody najbardziej lubi i najlepiej go zachęca wybuchnięcie radosnym śmiechem w takiej sytuacji. Sam się wtedy zaczyna śmiać i tycm chętniej powtarza słowo. Więc stosuję tę metodę, a wybuchnąć perlistym śmiechem nie jest trudno bo dziecię jest przesłodkie starając się powtórzyć.
Dziś po południu wybraliśmy się do sklepu. Takiego turystycznego, z ekwipunkiem na kemping, jako że dżuniorowemu tatusiowi zamarzył się plecak. Młody, słysząc że jedziemy do sklepu, zagarnął leżące na stole bezpańsko miedziaki i był gotowy do wyjścia. Zapytany, potwierdził że jedzie sobie kupić coś dużego. I dlatego zabrał pieniądze. W sklepie tatuś marudził przy plecakach, a panicz ruszył na łowy.
Znalazł upragnioną rzecz dość szybko. Zieloną, emaliowaną, turystyczną miskę. Za nic nie dał sobie wyperswadować wyboru, miska jest mu niezbędna, będzie jadł z niej zupkę. Przewidując nasz opór co do zakupu wymachiwał przekonująco gotówką zabraną z domu, że on ma pieniądze przecież, nie musimy się dokładać, sam sobie miskę kupi. Tośmy z mężem skapitulowali, zacukani sytuacją, uporem dziecka które raczej z zasady w sklepie się nie upiera, nie żąda, daje sobie wytłumaczyć. Zielona emaliowa miska urosła do rangi zakupu miesiąca, co najmniej. Mąż nieco roztargniony sytuacją wybrał sobie w końcu plecak i ruszyliśmy do kasy. Tata z plecakiem, syn z miską, ja z mieszanymi uczuciami :P
Przy kasie panicz nie oglądając się na nas podał pani miskę, pańsko rzucił na ladę swoje trzy pensy i spokojnie poczekał aż pani dławiąc się śmiechem acz z poważną miną zapakuje zakup. Upewniła soę tylko, że dziecko chce miskę, dziecko pokiwało głową że owszem, chce. Odebrał pakunek, i aby zajrzeć do środka czy wszystko się zgadza odszedł dwa kroczki od lady. Moment ten wykorzystał tatuś, dyskretnie schował paniczowe trzy pensy do kieszeni, zapłacił za zakupy i ruszyliśmy do samochodu. Przy aucie dziecko kategorycznie odmówiło schowania swojej siateczki do bagażnika, pojechał do domu z miską na kolanach. Oglądając zawartość siatki co i rusz.
W domu osobiście ulokował zakup w zmywarce.
Mam przeczucie że od jutra Dżunior będzie jadł zupę z metalowej miski.
Alleluja ;)

Tuesday, 1 September 2015

Au i Jau.

Z przyjemnością obserwuję koegzystencję Dżuniora ze zwierzętami domowymi. Ładny to widok kiedy kocina układa się w nogach dziecka siedzącego na sofie, albo gdy dziecko, oglądając bajeczkę jakby od niechcenia smyra po pleckach psa leżącego obok. Wzruszające. Inny rodzaj zabaw z trzydziestoparokilowym psem, delikatne pieszczoty dla młodziutkiej  półtorakilogramowej kici. 
Młody zwraca uwagę czy zwierzyna ma jedzenie i wodę, i zawsze informuje kiedy trzeba dosypać/dolać. 
Na spacerach zwraca uwagę na nieposprzątane kupy, marszczy brewkę - wie, że po piesku należy posprzątać. 
Chyba będzie lubił zwierzęta, dokładnie jak mamusia i tatuś :D czasem się zastanawiam jakiego jeszcze zwierzyńca dorobimy się jak dzieć podrośnie i nastanie czas ukochanych chomiczków, papużek, szczurków, rybek..... Do tej pory wspominam tę drobną i drobniejszą menażerię ze swojego dzieciństwa, to zostaje w sercu na zawsze. I mam nadzieję że i z Dżuniorowym serduszkiem będzie tak samo.
A w ogóle to pies zaczął reagować na moje kicikici (zwykle słusznie zgaduje że jak wołam kota to mam coś dobrego), przygotowywanie posiłków w kuchni zawsze oznacza towarzystwo. Dziecko na stołeczku, kot siedzący na stopniu owego stołeczka, pies siedzący bliziutko na podłodze. I czuję się od razu jak władca pierścieni :D Czy może raczej władca parówki ;) Ale nie tylko jedzenie. Stoimy z mężem w kuchni, rozmawiamy. I ni z tego ni z owego nagle hyc - Dżunior na stołeczek, kocina na stopień, psina siedzi obok. Kuchnia mała, robi się tłoczno. I swojsko. I szalenie rodzinnie i miło :)
Wieczorem w kuchni dzielę między zwierzynę skrzydełko kurze z Dżuniorowej zupki dnia. Dwie pary oczu, czujne spojrzenia czy dzielę równo. Kot mruczy, pies dyszy niecierpliwie. Jedno na stołeczku, drugie na podłodze. Kot miauczy jak pies dostanie pierwszy. Pies leci do miski, ale zerka ile dostał kot. Wpada dziecię, patrzy czy nie mam czegoś dobrego dla niego. Mięska nie chce na szczęście, zwierzyna może odetchnąc z ulgą...
I jest wesoło :)

Tuesday, 25 August 2015

Wycieczki małe i większe.

Jako że Dżuniorowy tata ma tydzień wolnego, a na wakacjach byliśmy w czerwcu, organizujemy sobie czas wycieczkami jednodniowymi, a także usprawnianiem przydomowego ogródka. Powstaje domek dla młodego, zabawki, a dziś także zostały dookoptowane dwa nowe krzaczki owocowe. Dziecię w drodze powrotnej do domu miało krzaczek koło fotelika w samochodzie i w ten sposób borówki wsiadły wraz z krzaczkiem do auta w sklepie, ale już z niego nie wysiadły :P 
Panicz w siódmym niebie, lubi jak coś się dzieje. Długie wyprawy go nie męczą, łazi z lubością godzinami i tylko należy być zaopatrzonym w jedzenie i picie. Oraz wygodne buty ;) Albo jedziemy samochodem, pytam czy jedziemy do domu i odpowiedź jest zawsze - nie! Nieważne gdzie, byle w podróży ;)
Z serii matka w szoku: byliśmy dziś w sklepie, panicz sobie zwiedzał jak to on, zapragnął dostać nożyczki i naklejki, proszę uprzejmie. Ale nie o tym. Zatem pokazał mi naklejki z cyframi, i wbijając mnie z glebę, stuka paluszkiem po cyferkach i mamrocze eight, nine, three... prawidłowo! Ja durna matka nie wiem, kiedy się tego nauczył :P Znaczy teoretycznie wiem, młody lubi aplikacje edukacyjne na tablecie, tylko nie wychwyciłam momentu :P
Jutro kończymy domek w ogródku, a pojutrze wielka wyprawa do wielkiego akwarium :D Już się nie mogę doczekać, zarówno samej atrakcji jak i reakcji panicza. Będzie się działo :>

Thursday, 20 August 2015

Nieśmiały!

Musimy sie zsocjalizować!
Mam co do tego głęboki opór, panicz niestety też.
Ale trzeba bedzie pochodzić na zajęcia od września, oswoić (albo przynajmniej próbować) ludzi, dzieci. Bo od stycznia w przedszkolu będzie potworny armageddon jeśli tego nie zrobimy. Młody to straszny dzik, byle co i zasłania oczy i ucieka.
Dziś w przedszkolu było podobnie, nie dał sie zapoznać z panią, przykleił mi sie do nogi i o. Dopiero po dluższej chwili widząc że nic się nie dzieje ruszył do wielkiej fury torów i pociągów w rogu sali.
A przedszkole... Jest ok. Błyskawicznie znalazłam z panią M. wspólny język. Kończyłyśmy sobie nawzajem zdanie i myślę że mamy podobne podejście do sprawy. Obiecałam dać ostateczną odpowiedź do połowy września, bo korci mnie jeszcze zwiedzić to angielskie przedszkole i zadać tamtejszej pani moc podchwytliwych pytań :D Ale już praktycznie jestem zdecydowana, no chyba że w tym drugim miejscu przeżyje jakiś mega pozytywny szok ;)
Plan jest taki: oswoić siebie z ludźmi, oswoić panicza z ludźmi, wcisnąć dziecku kit o wspaniałości placówki opiekuńczo wychowawczej, wyzbyć się panicznego strachu przed pozostawieniem tam dziecka na trzy godziny dziennie, nie dać tego strachu poznać dziecku. I to wszystko do końca roku. Mam wrażenie że będę miała mega stresującą Gwiazdkę w tym roku :P
Play grupy, nadchodzimy :P

Wednesday, 19 August 2015

W kinie po raz pierwszy.

Było spoko! 
Panicz obruszył się tylko przy wejściu do pustej, przyciemnionej sali kinowej i potrzebował chwilę posiedzieć na moich kolanach. Zaraz mu przeszło, jak stary kinomaniak zabrał się do odpakowania milky waya, popcornem pogardził, postawił sobie na fotelu soczek. 
Bałam się momentu zgaszenia światła, ale niepotrzebnie. Młody zdążył się zadomowić i ta drobna zmiana nie zrobiła na nim wrażenia.
Oczywiście poszliśmy na Tomka, bo jakże by inaczej. Więc seans super :D Aż do napisów końcowych. Bo gdy zabłysło światło panicz jakby uświadomił sobie że na początku mu się nie podobało i spokojnie acz stanowczo zarządził odwrót. Prosto do mc donaldsa, którego zdążył wykukać jeszcze przed wejściem do kina :P
Jutro odwiedziny przedszkola. Jakoś tak jestem spięta, mimo że jutro jeszcze nie muszę podejmować żadnych decyzji. Myślę że poczekam z tym do września, kiedy obejrzę to drugie miejsce. Teoretycznie jest jeszcze przedszkole + szkoła prywatna jako trzeci wybór, ale to wiąże się z potężnym kosztem na następne 14 lat. A my myślimy o kolejnym dziecku w przyszłości, a to z kolei oznaczałoby podwojenie kosztów. Mało realne.
Mały na pytanie "kto jest łobuziaczkiem mamusi?" niezmiennie odpowiada: "Daddy!"
Tiaaaaaa... ;)